Znajdź w serwisie

Wkrótce

 
Modlitwa za prześladowanych chrześcijan
18 listopada 2017
Miejsce: Centrum Edukacyjne im. św. Jana Pawła II, Gliwice
 
 
Kurs Biblijny

10 - 11 listopada;

15 - 16 grudnia;

12 - 13 stycznia;

09 - 10 lutego;

16 - 17 marca;

...

Facebook

Rekolekcje Jezus Żyje

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Elżbieta

 

Chcę zaświadczyć, że nasza rzeczywistość to walka:

 

Do końca, do ostatniego dnia przed rekolekcjami nie wiadomo było, czy tu przyjedziemy, atak był
z kilku stron. Ja nie wiedziałam czy dostanę urlop. U mnie w pracy nastąpiły tak duże zmiany, że wszystko wskazywało na konieczność prowadzenia negocjacji, a więc kroiła się delegacja do stolicy. Tydzień wcześniej dostaliśmy telefon ze sanatorium – termin przyjęcia córki 6.07, czyli poniedziałek
w trakcie rekolekcji. I do tego problemy zdrowotne oraz wizje koniecznej hospitalizacji. Każde z tych rzeczy była źródłem stresu zdenerwowania. I... jedno po drugiej znikały, gdy zaczęliśmy oddawać je Panu. Modliliśmy się, słuchaliśmy Jego Słów = przyszedł pokój, zaufanie. Pan Bóg prostował każdą
z tych przeszkód, mogliśmy przeżyć rekolekcje.

 

Przyjechaliśmy i trudności pojawiały się dalej, zmieniały tylko naturę. Pierwszy dzień – zakwaterowanie w pokoju i awantura o łóżko! Usłyszałam, że nie kocham mojej córki, bo dostała najlepsze łóżko!
Potem w czasie wieczorów modlitewnych była walka, nachodziły mnie myśli
– podejść do tej grupy wstawienników, do innej – kalkulacja, kto „wygląda” na mocnego, skutecznego ;) ha! Ha! I znów, gdy oddałam to Panu, zawierzyłam Mu, przecież to działa Duch Święty, a nie ten czy inny człowiek! Otwarłam serce, podeszłam po prostu w te miejsce , gdzie była moja kolej. Pan dał mi taki obraz i słowa, że wiedziałam, poczułam to, że mnie kocha! Usłyszałam, że moja babcia omodliła mnie, całe moje życie, aż do teraz. I będę już jak słonecznik zwracać serce do mojego słońca, którym jest Pan!

 

Modlitwa „Pięciu kluczy” była dla mnie czasem uwolnienia. Po modlitwie czułam najpierw radość, potem pokój, a na koniec byłam tak słaba, że nie chciało mi się ruszać. Ręce, nogi odmawiały posłuszeństwa, głowa bolała! Ledwo mogłam się modlić, więc oddałam Panu to osłabienie. I odeszło. Dziś czuję radość i lekkość. Po tej modlitwie zdarzyły się takie dwie małe sytuacje. Pierwsza – na wieczornej modlitwie uwielbienia przyszły natrętne myśl, że jestem brzydka. Od razu wyrzekłam się tego ducha Imię Jezusa (odeszło!) Chwała Panu!
Druga – usłyszałam słowa: „Znowu coś zepsułaś”. Zwykle po takich słowach chowałam się, uciekałam, czułam się urażona. A tu – spokojnie odpowiedziałam: „Ja nie przyjmuję tych słów”. I dalej miałam
w sercu pokój. Chwała Panu!

 

Dziękuję wszystkim wstawiennikom, liderom za ich posługę, otwarte serca, wielką służbę. Jesteście wspaniałym darem Boga. Dziękuję!

 

 

 

Ania

 

Nazywam się Ania. Przyjechałam na rekolekcje z przekonaniem, że Pan Bóg ma dla mnie coś.
Nie mogłam doczekać się dnia w których były modlitwy. Przyjechałam z dużymi zranieniami, lękami, urazami. Dzień przed modlitwą starałam się przypomnieć sobie osoby, do których mam jakiś uraz
i brak przebaczenia oraz to czego chciała bym się wyrzec. Mój mąż odszedł ode mnie i znalazł sobie inną kobietę. Obecnie ma z nią syna (syn począł się, gdy byliśmy małżeństwem). Strasznie bolała mnie zdrada męża i odejście. Pan Bóg jednak dał mi łaskę przebaczenia mu sercem. Jednak pojawiły
się kolejne osoby (z rodziny męża), którym powinnam przebaczyć. Tą osobą był jego mama. Bardzo zabolało mnie traktowanie mnie i mojego syna podczas rodzinnych uroczystości. Traktowała nas
jak obcych i nawet nie rozmawiała ze swoim wnukiem.

 

Kolejną osobą, której musiałam wybaczyć, była moja koleżanka z pracy. Gdy zwracała mi o coś uwagę albo mówiła coś co mnie raniło, ja dopowiadałam sobie resztę i tak urosła we mnie uraza, którą oddałam Panu Bogu na modlitwie uwolnienia. Było jeszcze dużo wybaczeń, w tym sobie. Miałam
też możliwość wyrzeczenia się i przeproszenia Pana Boga. Dziękuję Bogu, że mogłam się wyrzec
i przeprosić Go za nieczystość poza sakramentem małżeństwa. Czuję się na prawdę wolna.

 

Po modlitwie było błogosławieństwo. Przez cały czas czułam, że ktoś się za mnie modli i to było cudowne. Podczas błogosławieństwa usłyszałam takie słowa: „JESTEŚ RADOŚCIĄ”. Te same słowa usłyszałam dwa lata wcześniej u wstawienników. Moje serce wypełniła radość. Pan Bóg mnie dalej kocha. Usłyszała jeszcze kilka budujących mnie słów. Po modlitwie czułam się jakbym miała skrzydła
i zaczęła latać. Czułam się wolna. Za to dziękuję Bogu, za wszystko co robi w moim życiu.

 

 

 

Ania

 

Nazywam się Ania i mam 24 lata. Jestem samotną mamą 5 letniej Sary. Bardzo stresowałam się modlitwą o uwolnienie i myślałam, że nie uda mi się pójść na nią. Musiałam zaprowadzić moją córkę do przedszkola. I kiedy przyszłam na aulę , wszyscy już poszli na modlitwę. Na szczęście Pan Bóg
się o to zatroszczył i udało się.

 

W trakcie modlitwy poczułam pokój. Musiałam najpierw przebaczyć swojemu tacie. Mimo,
że wychowałam się w pełnej rodzinie, to nie zaznałam miłości od swojego ojca. Przez brak tej miłości wpadłam w grzech ciężki, jakim jest współżycie pozamałżeńskie. Z tego związku urodziła się moja córka. Musiałam przebaczyć ojcu mojej córki, to że sama ją wychowuję, gdyż on jest uzależniony
od alkoholu. Było to dla mnie bardzo trudne, ponieważ dużo przykrych rzeczy mi wyrządził. Kolejną ważną rzeczą dla mnie, było wyrzeczenie się okultyzmu. W szkole wróżyłam z kart tarota i czytałam dużo horoskopów, przez to miałam w sobie dużo lęku. Ale na szczęście Bóg mnie z tego uwolnił.

 

Na modlitwie o uwolnienie wstawiennicy mieli bardzo piękny obraz dla mnie: Było wesele, na którym byłam w sukni ślubnej i tańczyłam z Bogiem Tatą. Później na modlitwie o błogosławieństwo Bóg powiedział mi, że jestem Jego ukochaną córeczką. Poczułam Jego miłość i wielką radość w sercu.

 

Teraz wiem, że mam Tatę, który mnie naprawdę kocha. Chwała Mu za to ;) Amen.

 

 

 

Słowo:

 

Niektóre osoby mają taki ogarniający, paraliżujący lęk. Mam przekonanie, że dotyczy to samotnie wychowujących dzieci matek. Pan Jezus przychodzi do tych osób i choć same są matkami, bierze
je na kolana jak dziecko i sam łagodzi i zabiera lęk.

 

 

 

Świadectwo uzdrowienia:

 

Na wiosnę 2013r. zdiagnozowano u mojego syna Maksymiliana (wtedy lat 6) zmiany napadowe
w okolicy skroniowej czyli początek epilepsji. Kilka lat wcześniej byłam z synem u bioenergoterapeuty. Po diagnozie pani doktor neurolog zaleciła podawanie synowi syropu o nazwie Atarex w chwili, gdy pojawi się atak. Ataki syn miewał co noc, mniej więcej o tej samej porze (między 23:00, a 1:00). Nie były to klasyczne napady padaczkowe z utratą przytomności, drgawkami i ślinotokiem, ale bardzo silne stany lękowe, którym towarzyszył przeraźliwy wrzask i trzęsienie całe ciała. Syn nie mógł się zbudzić podczas takiego napadu. Zanim syn został zdiagnozowany, napady trwały dwa lata. Muszę zaznaczyć, że córka (obecnie 18 lat) miała zdiagnozowaną epilepsję w wieku 4,5 lat po wizytach
u bioenergoterapeuty (w wieku 3 lat). Brała przez 5 lat leki farmakologiczne, po odstawieniu których nastąpiły bardzo poważne komplikacje. Pojawiła się u niej nerwica lękowa z objawami somatycznymi.

 

Po otrzymaniu diagnozy syna poprosiłam księdza z parafii o sakrament namaszczenia chorych (czerwiec 2013). Pojechałam na rekolekcje (lipiec 2013) z postanowieniem codziennego chodzenia
na adorację. Wtedy Stefan ogłosił, że adoracja zostaje przeniesiona na aulę i będzie możliwa adoracja krzyżem. Gdy powiedziałam synowi, że zamierzam chodzić na adorację krzyżem, stwierdził, że też będzie chodzić. Tak przez 6 dni chodziliśmy razem. Po powrocie objawy epilepsji zmniejszyły się
o połowę, a po kolejnych rekolekcjach (2014) z adoracją krzyżem syn był już całkiem uzdrowiony. Objawy przez 12miesięcy nie powróciły.

 

Dziękuję Panu Jezusowi za ten cud uzdrowienia! Chwała Panu!

 

Katarzyna Pytel – mama

 

Maksymilian Pytel – syn

 

 

 

Danka

 

Mam na imię Danka. Na rekolekcje przyjechałam z roztrzaskanym sercem, z wrażeniem, że jestem
„z szat odarta” - a to wszystko na skutek bardzo trudnej relacji z mężem, jego odrzuceniem mojej miłości, poniżenia mnie przed całą rodziną poprzez pokazanie „całemu światu” mojej słabości. Od lat słyszałam słowa o jego nienawiści, byciu ze mną tylko z powodu dzieci, straszenia rozwodem....

 

Mąż odrzucił mnie po moim nawróceniu. Pan odbudował przez 8 lat moją kobiecość, poczucie wartości, nauczyłam się być stanowczą (gdy czułam, że bronie czegoś ważnego) i wyrażania swego zdania.

 

Dwa tygodnie przed rekolekcjami mąż kazał mi opuścić dom. Z trójką dzieci znalazłam się u rodziców. Dobry Pan dał mi siłę i przetrwałam ten czas z pokojem w sercu, choć byłam psychicznie i fizycznie wyczerpana.

 

Na rekolekcjach Bóg mnie uzdrowił od pierwszego dnia: zalał mnie swą miłością i doświadczyłam Jego utulenia w czasie modlitw o dotknięcie Bożej Miłości. Usłyszał mój wewnętrzny krzyk i głów dobrego słowa. Czułam ogromne pragnienie bycia zauważoną – więc od następnego dnia obsypywał mnie od rana komplementami z ust mężczyzn , których znałam i nie znałam! Cudowne doświadczenie – Bóg naprawdę słyszy każdą mą tęsknotę i pragnienie!

 

Na modlitwie poprowadzoną metodą „Pięciu kluczy”, przebaczyłam ponownie memu tacie, który nie potrafił okazać mi miłości i wyszłam z domu rodzicielskiego z „głodem” emocjonalnym i kłamstwem wpisanym w sercu, że muszę zasłużyć na miłość.

 

Najtrudniej było mi wypowiedzieć słowa przebaczenia mężowi – choć była taka moja wola, okazało się to wyczynem duchowym. Odzyskałam wolność. Przypieczętowana została ona kolejnego dnia, gdy prosiliśmy o błogosławieństwo Ojca. Poczułam w czasie modlitwy, że dobry Tata daje mi wszystko, czego potrzebuję, aby godnie kroczyć przez życie jako Jego Córka. Odzyskałam swą tożsamość i wiem, jakie jest moje przeznaczenie.

 

Urzekł mnie obraz jaki otrzymałam: Tato zszywa me szaty, tworząc piękny wzór, oraz że mam piękną, zieloną sukienkę w białe kwiaty.

 

Zieleń – kolor nadziei. Ufam Panu, że to, co podziało się w ostatnim czasie w mym życiu leży w Jego dłoni i On jest Tym, który mnie przeprowadzi i poprowadzi, bo wiem, że chce mego dobra. „Wierzę wbrew widzeniu”, bo dla mojego Tatusia nie ma rzeczy niemożliwych, a ja jestem Jego ulubienicą
i najdroższą córką! Chwała Panu – Tobie!

 

 

 

Ewa

 

 

 

Mam na imię Ewa. Chciałam opowiedzieć o tym, co Bóg zdziałał w moim życiu w ostatnim czasie.

 

W lutym tego roku przyjechałam na zimowe rekolekcje dla animatorów na Górę Świętej Anny. Tematem rekolekcji na moim poziomie była modlitwa uwolnienia wg „Pięciu kluczy”. Nie wydawało
mi się wtedy, że jest mi to potrzebne, ale potrzebowałam umocnienia, więc przyjechałam.

 

Nauczania prowadzone przez Gosię, Roberta i Sławka bardzo trafiały do mojego serca. Nie doświadczyłam w tym czasie jakichś wielkich rzeczy, ale zadziwiało mnie, że praktycznie każda modlitwa, każda Eucharystia, to był czas gdzie, w którymś momencie czułam fizyczny dreszcz. Trudno mi było wytłumaczyć czego to dotyczy, bo nie towarzyszyły temu żadne inne doświadczenia.

 

Wróciłam do domu w niedzielę, ucieszyłam się moją rodziną (mąż, trójka dzieci), a w poniedziałek doświadczyłam ogromnego zranienia ze strony męża (wyszło na jaw coś, co zdarzyło się niedawno). Przez następnje dni działy się takie rzeczy, że z małżeństwa z normalnymi problemami dnia codziennego, staliśmy się dwojgiem ludzi walczących o swoje racje na śmierć i życie. Doświadczyłam sytuacji, które skłoniły mnie do podjęcia decyzji, że jeżeli się nic nie zmieni, odejdę od niego. Był to bardzo trudny czas dla mojej rodziny, ale otoczona modlitwą przyjaciół ze wspólnoty, odczułam mimo wszystko pokój wewnętrzny. Czułam się tak, jakbym była świadkiem wydarzeń, które spotkały inną kobietę. Jakbym nie ja była zranioną, samotną kobietą wołającą o miłość. Pan Bóg pokazał mi w tym czasie wiele rzeczy z którymi zmagam się od lat, z marnym skutkiem. Pokazał mi od czego chce mnie uwolnić.

 

Na tydzień przed rekolekcjami doszło do dwóch spotkań w moim domu z osobami, które kiedyś mnie skrzywdziły swoim osądem, słowem, kłamstwem, Wydawało mi się, że już im wybaczyłam, ale te dwie rozmowy uświadomiły mi, że gdzieś głęboko w sercu mam jeszcze ogromny żal.

 

Przyjechałam na te rekolekcje pewna, że Pan chce uwolnić mnie od wielu ciężarów. Doświadczyłam Jego prowadzenia poprzez to co było dla nas przygotowane: liturgia słowa, nauczania, radość
na uwielbieniu, osoby z małej grupy. Wszystko to było zaplanowane jakby dla mnie.

 

Sama modlitwa „Pięciu kluczy” przeszła spokojnie, miałam trudności w wybaczeniu pewnej osobie,
ale Pan mnie poprowadził. Dotknął mnie tak bardzo podczas błogosławieństwa. Następnego dnia, kiedy usłyszałam jak jestem mu droga, jak czeka z utęsknieniem na nasze poranne spotkanie, jak cieszy się tą chwilą naszej intymności (ja gdzieś w sercu miałam wątpliwości, czy ta poranna modlitwa, czasem w biegu, czasem zbyt krótka podoba się Panu). Od wstawienników otrzymałam dwa obrazy: drugiego dnia - że widzą dziewczynkę w białej sukience z loczkami, biegającej po łące pełnej kwiatów, a przy błogosławieństwie – obraz pięknego domu z otwartymi oknami, ja w środku szczęśliwa, radosna, za domem ogród pełen polnych kwiatów. Wiem, że Pan pobłogosławił mój dom i moją rodzinę. Chwała Panu!

 

Ps: Na rekolekcjach jestem z trójką moich dzieci (dwoje starszych w czwartek oddało swoje życie Jezusowi). Mój mąż odwiedził nas w środę, w wieczór uwielbienia. Nasze małżeństwo przeszło wielką próbę, a teraz wychodzimy na prostą idąc razem.

 

 

 

Beata

 

Oto moje świadectwo... Dzieciństwa wcale nie miałam, Bóg mi je na nowo przywrócił, pogodziłam
się z przeszłością. Przed rekolekcjami doświadczyłam Boga, ale na Rekolekcjach Jezus Żyje jeszcze bardziej i z mocą. Przyjechałam na rekolekcje ze zniechęceniem, cierpieniem oraz płaczem spowodowanym bólem zębów i opuchniętym policzkiem. Mimo to nie poddawałam się, ufałam Bogu.

 

Cel był jeden, chciałam, aby Bóg uwolnił mnie z palenia papierosów, nie robił tego. Uczynił coś niesamowitego. Kiedy miałam w środę, w czasie uwielbienia modlitwę o uwolnienie, Bóg Ojciec nazwał mnie swoją księżniczką w pięknej sukni i obiecał już wtedy, że będę smakować miłości naszego Ojca, że należę do Niego, że jest przy mnie.

 

W czwartek siedząc w księgarni, ponieważ pomagałam, Ojciec Niebieski przyniósł mi bukiet pięknych polnych kwiatów, za pośrednictwem Matta Lozano. To Ojciec Niebieski musiał posłużyć się Mattem, abym w pełni uwierzyła w Ojca miłość, że jest przy mnie. Byłam w szoku, chciało mi się płakać, ale tym razem z radości, nie z bólu i cierpienia. Moje serce było przepełnione radością. W czasie modlitwy wieczornej, gdy inni prosili o wylanie Ducha Świętego, ja Mu dziękowałam, że mam Ojca Niebieskiego, który mnie kocha, że jestem Jego księżniczką. Pod koniec podszedł do mnie Matt i zaczął się modlić
i mówić, słowa które spowodowały, że prawie się rozpłakałam z tej radością, kolejna osoba powiedziała – dała mi potwierdzenie, powiedziała mi, że jestem dla Boga księżniczką, że mam na głowie tiarę. Powiedziała też, że Ojciec Niebieski chce być moim przyjacielem, że ja jestem dla Boga kwiatuszkiem, że chce abym z Nim rozmawiała, bo On chce mnie słuchać i też chce ze mną rozmawiać oraz że jest szczęśliwy moją osobą, osobą, która grzeszy. Chce być moim przyjacielem, stoi obok mnie, widział
i był obok mnie kiedy cierpiałam, kiedy się ciełam, dążyłam do anoreksji i robiłam wiele innych złych rzeczy oraz gdy okłamywałam ludzi, by zaznać miłości, której nie dostałam od mojego nieżyjącego ojca. Bóg mimo tego był i pukał do drzwi mego serca, jeszcze wtedy zamkniętego. I dalej jest obok mnie. Przy Ojcu Niebieskim nic mi nie grozi, tylko przy Nim mogę czuć się bezpieczna, nie muszę się bać, dla Niego jestem cudowną osobą, drogocennym skarbem. Ojciec Niebieski powiedział przez Matta słowa, które zmieniły wszystko, całe moje myślenie, życie. Powiedział także, że Bóg widzi mnie każdego poranka, kiedy czytam Pismo Święte, a zaznaczę, że nikt o tym nie wiedział, że od jakiegoś czasu to robię rano. I tu miałam kolejny dowód, ze Bóg jest i istnieje. Te słowa jednak spowodowały,
że w pełni uwierzyłam i otworzyłam swoje serce na miłość Boga. Niesamowite było to, że mogłam na adoracji ofiarować Bogu ten bukiet kwiatów na znak, że przyjmuję Go jako mojego Pana i oddaję Mu życie w pełni, że teraz do Niego należy to życie, nie do mnie. Kiedy patrzyłam się na Przenajświętrzy Sakrament, na Niego, tego jedynego mego przyjaciela, Ojca czas leciał, a ja o niczym innym nie myślałam, jak tylko o Nim. Był tylko On i ja. Pierwszy raz nie bałam się zanosząc ten bukiet, nie było żadnego lęku, bo liczył się tylko On.

 

W piątek, gdy było błogosławieństwo Ojciec Niebieski dał obraz jednej osobie: „Obraz małej dziewczynki, która kręci się wokół swojego Taty, a On raduje się z jej obecności i nie odwraca od niej swoich oczu. Mimo, że dziewczynka Go zaczepia i szarpie za ubranie, Tata w ogóle się nie denerwuje. Jest szczęśliwy, że córka jest blisko Niego.” Przyznaję się do tego obrazu, szarpię za ubrania Ojca jak małe dziecko i nie wstydzę się tego. Chcę by wziął mnie na kolana i przytulał mimo grzechu. Wierzę, że On to robi, bo mnie kocha, cieszy się kiedy jesteśmy przed Nim jak małe dzieci. To był niesamowity czas, pełen mocy i cudów. Moje serce raduje się i tańczy. Ojciec niesamowity, działa cuda i bardzo nas kocha, trzeba tylko w to wierzyć i oddawać Mu wszystko: życie, bóle, cierpienia. Po prostu ufać Mu!

 

 

 

2015 | Wszelkie prawa zastrzeżone - INICJATYWA MISSIO

Strona wykonana dzięki uprzejmości firmy